Załucz - powrót wolontriuszy

Zawsze uśmiecham się, kiedy słyszę pytanie: Po co tam jedziesz? A jednak. Trudno opisać te przestrzenie, nieco senne miasteczka i wsie ukryte wśród drzew. Czas jakby płynie wolniej, nie ma oszałamiającego biegu i pośpiechu. Widoczny powrót Kościoła na te tereny. Ludzie gościnni, otwarci, ciekawi świata, z którego się przyjeżdża. To też skarby przeszłości. Ale są też miejsca, które wskazują, że potrzebna jest pomoc nie tylko w postaci inwestycji, czy nowych fabryk. Na pomoc czekają ludzie, dzieci i dorośli. I choć nie dane mi było pojechać wraz z „Solidarnością” regionu rzeszowskiego do Załucza (25 – 31 lipca), to jednak słuchając relacji tych, którzy tam pojechali, mogłam choć na chwilę być z nimi.
Kiedy 11 lat temu Małgorzata Franczyk wyjechała po raz pierwszy do niepełnosprawnych dzieci w Domu Dziecka w Załuczu na Ukrainie, chyba sama nie spodziewała się, że wyjazdy staną się tradycją, na które wielu czeka z niecierpliwością. Pierwsze wrażenie sprzed lat było bolesne. Dzisiaj widać już wyraźne zmiany, wytynkowany budynek, wanny i bieżąca woda, podjazdy dla wózków, toalety dla dzieci samodzielnie poruszających się. Choć salki nadal jeszcze robią smutne wrażenie, to jednak wszystko nabrało innych barw, zaczęło tętnić życiem.
Wasylek, Aniczka, Ola, Tania… Każde z nich to osobna historia. Za tymi i innymi imionami kryje się dramat, którego nic już tak naprawdę nie może zmienić. Niektóre z tych dzieci, gdyby od pierwszych chwil udzielono im fachowej pomocy, dziś mogłyby normalnie żyć. Poprzedni system pozbawił ich tej możliwości i teraz można tylko ulżyć w ich cierpieniach i dać choć trochę radości, choć trochę nauczyć żyć samodzielnie.
Ośrodek w Załuczu jest ośrodkiem całodobowym. Przebywający tam wymagają nieustannej opieki – opowiada Małgorzata Franczyk – Personelu socjalnego jest wystarczająco, ale za mało profesjonalnego, takiego który mógłby prowadzić rehabilitację dzieci. Co w takim razie wnoszą tam polscy wolontariusze? W tym roku pojechała ich spora grupa, były fizjoterapeutki z Rzeszowskiego Ośrodka Rehabilitacyjno–Edukacyjno–Wychowawczego, uczennice z Sędziszowa Małopolskiego i Brzozowa, harcerki, studentki, działacze „Solidarności” z Łańcuta i inni. Staramy się nasze umiejętności przekazywać tamtejszym opiekunom – opowiadają wolontariusze – w tym roku szczególnie rehabilitantki były zainteresowane współpracą, brały udział w zajęciach. Chciały się uczyć, by potem móc pomagać dzieciom. Każdy wyjazd jest więc także wyjazdem edukacyjnym, możliwością nauczenia personelu sposobów postępowania i rehabilitowania podopiecznych.
W Załuczu jest bardzo dużo do zrobienia, są tu dzieci i dorośli, więc skala problemów jest różnorodna i olbrzymia. Przebywają tam dzieci, które mają takie deformacje i przykurcze, że nigdy już nie wstaną z łóżek – opowiada pomysłodawczyni wyjazdów – Natomiast w małych dzieciach, które niedawno przyszły do ośrodka, widać chęć życia, rozwoju. One same podnoszą się, próbują samodzielnie jeść, garną się do zabawy i chętnie współpracują z rehabilitantami. Czy warto? Tu nikt nie ma wątpliwości. Dzieci chłoną każdy uśmiech, piosenkę, zabawę, każdą cząsteczkę siebie daną przez wolontariuszy. Codziennie pytają czy jutro wrócimy, a w momencie wyjazdu, kiedy znów przyjedziemy – mówią. Wielkie uznanie należy się dyrekcji ośrodka, która od lat dopuszcza pomoc, chociaż ośrodek jest placówką zamkniętą i tam wstępu „z ulicy” raczej nie ma.
Wolontariusze podkreślają, że od podopiecznych w Załuczu uczą się cierpliwości, miłości, otwarcia na drugiego człowieka. Od nich dostaliśmy niesamowitą dozę czułości – opowiadają - wracamy inni, jacyś ubogaceni, z dystansem do własnych spraw i problemów. Wróciliśmy lepsi? – pytanie w oczach i zamyślenie. Jest też jakaś bezradność, że wyjeżdżamy i zostawiamy te dzieci same, choć i tak z roku na rok jest tutaj lepiej – mówią.
Wszyscy podopieczni Domu mają opiekę duszpasterską, którą sprawuje pochodzący z diecezji rzeszowskiej ks. Grzegorz Ząbek. Na co dzień pełni posługę jako proboszcz w parafii Zabłotów i jest pełen uznania dla akcji „Solidarności”. Gościny wolontariuszom udzielił proboszcz i Siostry Felicjanki z Zabłotowa. Ten wyjazd to także zaangażowanie i dar serca wielu osób. I każdemu z nich składamy serdeczne „Bóg zapłać” oraz przekazujemy serdeczne uśmiechy od dzieciaków – dodaje w imieniu wolontariuszy M. Franczyk, koordynator akcji z ramienia „S”..
Wyjazd odbył się dzięki Akcji „Pomoc Kościołowi na Wschodzie”, od kilku lat prowadzonej przez rzeszowską „Solidarność”.

Każdy kto chciałby więcej dowiedzieć się o prowadzonej akcji i ją wesprzeć proszony jest o kontakt z „S”: tel. 17 862 17 09 lub 602 254 054, mail: rzesz@solidarność.org.pl , www.solidarnosc.rzeszow.org.pl

Izabela Fac