Śladami lirniczej nuty

Stanisław Wyżykowski i Stanisław Nogaj – mistrz i uczeń w spotkaniu pokoleń pt. Śladami lirniczej nuty” - recenzja

„ Źlem zrobiła matko moja, żem za lirę nie szła,
lira by grał i przebierał, jabym lirę niesła...”.
Z pieśni zebranych przez Oskara Kolberga

Od miasta do miasta, od wioski do wioski, przemierzał długą drogę w słońcu, deszczu, mrozie niewidomy lirnik, prowadzony przez swojego przewodnika. Ubogi, odziany w to co ludzie dali, syty tym czym nakarmili, grał na swojej lirze pod kościołami i na jarmarkach. Czasem wesoły, innym razem smutny i zadumany opowiadał w swoich dziadowskich pieśniach o życiu i umieraniu. Lira jego raz to śpiewała radosnym głosem, raz to łkała nad ludzkim żywotem. Ślepota lirnika mogłaby się wydawać nam chorobą, ale przez ludzi była postrzegana jako błogosławieństwo. Dzięki niej nie widząc tego świata, widział on tamten świat i był łącznikiem pomiędzy nimi. Kto nie przyjął lirnika do swojego domostwa, obawiał się najgorszego, bo uważano, że to tak jakby Boga w dom nie wpuścić. Dlatego nigdzie prawie mu nie zabrakło gościny, jadła i napitku. Lirnik wędrował, grał i śpiewał, a u kogo gościł ten miał zasługę w niebie za dobry uczynek. Tak to drzewiej bywało, kiedy widok dziada grającego na lirze korbowej nikogo nie dziwił, a pieśni dziadowskie były znane wszem i wobec.

Obecnie możemy spotkać takowych na turniejach i piknikach historycznych, a lira powraca do instrumentarium różnego rodzaju zespołów i znajduje swoje miejsce na festiwalach i wydarzeniach kulturalnych.
Lira korbowa – instrument, który prawie od tysiąca lat towarzyszy pieśniarzom i dziadom, wędrującym grajkom i kompozytorom. W różnych krajach budowana w różnych formach, w Polsce zaś najbardziej znana o kształcie przypominającym futerał od skrzypiec. Na przestrzeni wieków powstawały różne jej odmiany, które teraz możemy oglądać na starych rycinach i rzeźbach. Przez długi czas zapomniana w naszym kraju, znów ożyła za sprawą Stanisława Wyżykowskiego - stolarza z Haczowa, który przed laty, w 1964 roku skonstruował swoją pierwszą lirę. I tak to się zaczęło, pasja budowania pochłonęła Pana Stanisława bez reszty. Dzięki niemu niejako rozpoczął się renesans tego instrumentu w Polsce. Wśród wielu Jego wspaniałych rekonstrukcji znajduje się lira basowa, jedyna taka na świecie obsługiwana przez dwie osoby. Poza budowaniem lir, Pan Stanisław koncertuje z repertuarem muzyki ludowej, bawiąc rzesze słuchaczy od tych najstarszych do tych najmniejszych, dla których spotkanie z muzyką tradycyjną jest nie lada przeżyciem. Niewątpliwie jest mistrzem w swojej sztuce, a całą wiedzą dzieli się z tymi, którzy chcą Jego dzieło kontynuować. Stanisław Nogaj – młody, utalentowany człowiek, któremu również nie brak pasji tworzenia. Pochodzi ze Starej Wsi, ukończył Technikum Drzewne na kierunku meblarstwo, po nim studia pedagogiczne. Z uśmiechem wspomina swoje pierwsze doświadczenie, kiedy to w dzieciństwie zepsuł gitarę swojego brata i postanowił sam ją naprawić, aby cała sprawa nie wyszła na jaw. Spotkanie z Panem Wyżykowskim na nowo rozbudziło zainteresowania i dało możliwość zobaczenia warsztatu lutnika. Na początku Stanisław przywoził zepsute instrumenty swoich przyjaciół i podpatrywał jak Mistrz w swojej pracowni przywraca im dawną świetność. Pewnego dnia zapytał czy On również mógłby się uczyć budowy instrumentów, a Pan Wyżykowski zgodził się bez chwili zastanowienia. I tak rozpoczęła się przygoda Stanisława Nogaja w pracowni Stanisława Wyżykowskiego. Dzisiaj obaj Panowie wspólne koncertują, opowiadają o lirze, prezentując swoje instrumenty na różnego rodzaju spotkaniach. Tak też było 25 września w Muzeum Etnograficznym w Rzeszowie. Prawdziwe spotkanie pokoleń – mistrz i uczeń i dwa różne spojrzenia na lirę korbową.

„...Oj miała ja, miała dużo kawalirów, cterech dziadów ze śpitala, osiemnaście lirów...” tak mówią słowa pieśni zebranych przez Oskara Kolberga, przytoczone podczas piątkowego muzykowania. Gawęda Pana Wyżykowskiego, w której nie brakowało humoru i liczne niespodzianki, jak tajemniczy instrument zasilany mini wzmacniaczem. Rzec by można, że tylko miejsca do tańca nam brakowało, bo śpiewaliśmy od ucha do ucha pieśni biesiadne. „ Czyli wiejskie piosneczki zadmiesz na fujarze, czyli na lirze zagrasz któż lepiej dokaże...” St. Trembeckiego, cóż więcej można dodać.
Dziadowskie pieśni zaprezentował Stanisław Nogaj i przybliżył nam historię liry, odpowiadając przy okazji na liczne pytania publiczności. Częścią całego wydarzenia była projekcja filmu pt. „Pieśń dziadowska”, który jest dokumentem zrealizowanym ze środków Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.
Potem przyszedł czas na rozmowy i dyskusje, którym nie było końca. Stanisław Wyżykowski i Stanisław Nogaj – dwaj wielcy ludzie, a jakże skromni. W mojej pamięci, obok wspaniale i wartościowo spędzonego czasu, pozostanie piękne zdanie, które padło z ust mistrza w stronę ucznia: „...On jest lepszy ode mnie..”. Po tym można poznać wielkość człowieka.

Wiatr targał siwe włosy i smagał twarz lirnika spaloną słońcem. Szum złotych łanów w zboża zmieniał się nieuchronnie w jesienną zadumę. Intrygujący dźwięk liry cichł już w oddali, a dziad ruszył dalej w nieznane. Ludzie żegnali go z łezką w oku, wierząc, iż dzięki niemu przez chwilę byli bliżej Boga i tych, którzy już odeszli. U progu świątyni pozostało puste miejsce, dla innego lirnika, który zawita w te strony i zanuci pieśń i życiu i przemijaniu.
„ ...Oto lirnik stary, śpiewną lirę stroi, niechże zagra na niej...”